Mateusz Lis zalicza słodko-gorzki powrót do ojczyzny


Miał być idealny powrót, a jest przeciętnie.

31 sierpnia 2026 Mateusz Lis zalicza słodko-gorzki powrót do ojczyzny
Weronika Pospiech

Lech Poznań bardzo dobrze wszedł w nowy sezon. "Kolejorz" w Ekstraklasie jest niepokonany. Ma na swoim koncie pierwsze trofeum oraz oprócz blamażu z Aarhus również bardzo dobrze się prezentuje w Europie. Ta forma jest spowodowana w dużej mierze nową jakością jaka przyszła latem do „Kolejorza”. Terry Yegbe oraz Allahyar Sayyadmanesh lśnią. Na ocenę Gustava Berggrena jeszcze jest za wcześnie, jednak kibiców może niepokoić forma jednego nowego nabytku. Mateusz Lis jak na razie notuje słodko-gorzki powrót do ojczyzny.


Udostępnij na Udostępnij na

Kiedy Mateusz Lis latem zamieniał tureckie Göztepe na mistrza Polski wszystko praktycznie się zgadzało. Polak miał za sobą najlepszy sezon w karierze. Golkiper został wybrany najlepszym bramkarzem minionego sezonu w Turcji. Do tego mógł się popisać zdumiewającą statystyką czystych kont. W 34 spotkaniach aż 16 razy Polak nie wyciągał piłki z siatki. Na drugim miejscu w tym rankingu znalazł się Muhammed Sengezer z Basaksehiru (12 czystych kont).

W stolicy Wielkopolski było wiadomo już od końca zeszłego sezonu, że Bartosz Mrozek będzie chciał wyjechać na zachód. Tak się też ostatnio stało. Za 1,5 mln € Polak przeniósł się do włoskiego Udinese. Mrozek był jednym z niekwestionowanych bohaterów zeszłego, mistrzowskiego sezonu Lecha, jednak miał on swoje minusy. Na linii wyglądał bardzo dobrze, aczkolwiek gra nogami i na przedpolu nie wyglądała najlepiej.

Dlatego tym bardziej wydawało się, że Lis będzie nie tylko zastępstwem Bartosza Mrozka, ale i wzmocni obsadę bramki. Mateusz zdecydowanie lepiej czuje się na przedpolu i kiedy ma piłkę przy nodze, a na linii również jest pewny. Do tego wszystkiego dochodziła bardzo niska kwota transferu, wynosząca około 900 tysięcy euro oraz bardzo szybkie przyklepanie transakcji. Na pierwszy rzut oka wszystko wyglądało znakomicie. Transfer, który wydawał się być idealny jest jak na razie przeciętny.

Oczekiwania były większe.

Wszystkie te aspekty, o których państwu napisaliśmy powyżej, sprawiały, że oczekiwania wobec Polaka były duże. Nie miał to być tylko zastępca Mrozka, ale wzmocnienie. Tak, jednak jak na razie się nie dzieje.. Lis popełnia za dużo błędów. Oczywiście w Turcji grał w innym systemie, zdecydowanie bardziej defensywnym. Nie miał tam za zadanie wychodzić daleko za własne pole karne po zagrane za linię obrony podania. Mimo tego to właśnie pod tym aspektem wygląda w Poznaniu najlepiej. Oprócz jednego incydentu podczas inauguracji sezonu z Cracovią, Polak dobrze w tej roli się spisuje.

Ogólnie Lis nie jest pewnym punktem w bramce Lecha. Zaliczył już parę bardzo dobrych meczów, takich jak z Górnikiem Zabrze w Superpucharze Polski, czy z Piastem Gliwice. Polak jest jednak w dużej mierze zapalnikiem. Podczas spotkania z KI Klaksvik na Wyspach Owczych, kiedy „Kolejorz” rozgromił Farerów 5-0, Polak w 52. minucie prawie podarował bramkę gospodarzom. Za długo trzymał piłkę pod swoimi stopami, do której dopadł Klettskard, jednak napastnik na całe szczęście nie zamienił dogodnej sytuacji na bramkę. Nawet w takim spokojnym spotkaniu, Lis niepotrzebnie podpalił.

W największym blamażu Lecha w tym sezonie, czyli spotkaniu przeciwko Aarhus, golkiper również nie pomógł. Mógł zachować się lepiej w szczególności podczas rzutu karnego Arnstada. Wyczuł intencję strzelającego, nawet dotknął piłkę, jednak nie udało mu się jej wyłapać, mimo tego, że samo uderzenie do najlepszych nie należało. Kibice „Kolejorza” w tamtym spotkaniu mogli spoglądać z zazdrością, jak spisywał się bramkarz duńskiego zespołu – Hedenstad.

W ostatnim spotkaniu z Widzewem w Sercu Łodzi Polak także się nie popisał. Podczas drugiej bramki popełnił bardzo łatwy błąd. Cała akcja zaczęła się od nieudolnego krycia Joela Pereiry, który w tamtym spotkaniu był zamieszany w stratę obu bramek, jednak Mateusz Lis powinien stracie tego gola zapobiec. Źle się ustawił podczas centrostrzału Fornalczyka. Skrzydłowy Widzewa najprawdopodobniej chciał dogrywać piłkę wzdłuż szesnastki. Lis wyszedł lekko wyżej odsłaniając bliższy słupek, a złe podanie Fornalczyka zamieniło się w strzał właśnie w to miejsce, które odsłonił golkiper Lecha. Oczywiście było w tym wszystkim sporo przypadku, jednak bramka wpadła na konto Polaka.

Mateusz Lis jeszcze ma czas

Mimo błędów, które Państwu opisaliśmy powyżej, warto dać Mateuszowi czas. Kibice Lecha liczyli, że wejdzie, kolokwialnie mówiąc, z buta w nową drużynę. Tak się jednak nie stało. Aczkolwiek nie notuje aż tak złego początku, jak niektórzy opisują. W starciu ze szwajcarskim Thun w pierwszej akcji meczu uratował „Kolejorza” przed stratą bramki, z Piastem Gliwice zagrał wyśmienite spotkanie, z Wieczystą wyglądał dobrze, z Górnikiem również. Czas to, moim zdaniem, słowo klucz. Popełnia błędy, jest jeszcze niepewny, ale nie możemy zapominać też o dobrych aspektach. W ostatnich meczach już się wydawało, że czas adaptacji ma za sobą, że teraz już będzie coraz lepiej. Przytrafiło się jednak to nieszczęsne spotkanie z Widzewem, które zmienia nam sposób patrzenia na aktualny pobyt Lisa w Poznaniu.

Spełnił swoje marzenie, w końcu zagrał w barwach „Kolejorza”, jednak jak na razie nie ma stabilnej formy. Trochę ten mecz z Widzewem go opisuje, ponieważ zaliczył banalny błąd przy golu Fornalczyka, jednak potem uchronił swoją drużynę przed stratą 3. bramki, kiedy strzałem głową postraszył go Papanikolaou. Lis potrzebuje stabilizacji. Również warto sobie przypomnieć, że na tym etapie zeszłego sezonu, Bartosz Mrozek też nie wyglądał najlepiej. Forma Polaka się poprawiała czym dłużej trwał sezon. Zobaczymy jak to będzie z Mateuszem Lisem, który jak na razie daje Lechowi dwojakie sygnały.

Czytaj także :

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze